Herb Mikołajek

Historia Mikołajek

(część pracy magisterskiej ks. A. Bryga przy współpracy z dr Markiem Radochem)

 

                  Mikołajki położone między dwoma jeziorami (Tałty i Mikołajskie) zasiedlone były pierwotnie we wczesnym średniowieczu przez plemiona staropruskie Bartów i Galindów. W zamierzchłych wiekach istniała tu zapewne staropruska osada lub grodzisko, o czym świadczą chociażby kurhany odkryte w pobliżu Mikołajek. Dopiero zapewne w pierwszej połowie XV wieku przybyli tutaj z zachodnich Prus osadnicy skierowani przez Krzyżaków, którzy na miejscu zetknęli się z nielicznymi, ocalałymi po podbojach krzyżackich Prusami.  Niewykluczone, że już w XIV wieku obszar dzisiejszych Mikołajek próbowali zasiedlić biskupi warmińscy, którzy wówczas prowadzili kolonizację Puszczy Galindzkiej i zostali przez Krzyżaków stamtąd w ostry sposób wyparci. Jednak wydaje się, że to jacyś krzyżaccy mieszkańcy Mikołajek spod Sztumu (o tej miejscowości już pierwszy zapis z 1248 i 1250 roku) stanowili trzon osadników, którzy pojawili się między dwoma jeziorami : Tałty i Mikołajskim i tu się osiedlili, a biskup warmiński, ulegając ich sugestii, erygował na wzgórzu wiatracznym kaplicę pod wezwaniem świętego Mikołaja, zapewne w miejscu dawnego kultu pogańskiego wiatru. Święty Mikołaj z Miry, który jest przecież patronem marynarzy i rybaków, idealnie pasował do tego miejsca. Prusowie - żeglarze pruscy i rybacy - przywiązani do dawnego miejsca kultu, gdzie być może składali ofiary, prosząc o pomyślne wiatry na jeziorach, miejsca mającego dla nich charakter magiczny, łatwiej mogli w takiej sytuacji zaakceptować nową zamianę. Mogli przecież prosić świętego Mikołaja o to samo, jak niegdyś stare bóstwo. Zapewne na początku ochrzczeni Prusowie w swej religijności przenosili elementy dawnego kultu do katolicyzmu (synkretyzm religijny). Najstarsza zapiska źródłowa o Mikołajkach jako wsi kościelnej (czyli należącej do dóbr kościelnych diecezji warmińskiej) pochodzi z dokumentu wielkiego mistrza krzyżackiego Konrada von Erlichshausen z 1444 roku, nadającego Wawrzyńcowi Prusowi (Preusse – z pochodzenia Prusowi) na prawie magdeburskim 15 włók pod Świętym Mikołajem (Sanct Niclas) z wyższym i niższym sądownictwem i obowiązkiem jednej służby zbrojnej. Osada Świętego Mikołaja liczyła wówczas nie więcej niż kilkanaście zagród, gdyż dopiero później – w końcu XV i początkach XVI wieku – na tereny te napłynęli licznie polscy koloniści z Mazowsza (Mazurzy).

W 1516 roku komtur ryński Rudolf von Tippelskirch nadał Janowi Nogajowi (Nogei) karczmę w Mikołajkach na prawie chełmińskim. Z karczmą w Mikołajkach z tego czasu związany jest przekaz, który zachował się w źródłach, a  dotyczy nadużywania hostii: Karczmarka w Mikołajkach pod kotłem, w którym pędzono wódkę, kazała zamurować opłatek. Odtąd ludzie schodzili się do karczmy, jak do kościoła, i karczmarka dorobiła się majątku; ale po śmierci nie miała spokoju, dopóki przez niedzielaka (Sonntagskind) nie wskazała tego mężowi, i dopóki ten nie odszukał opłatka i nie odniósł do kościoła.

W 1516 roku także wybudowano drewniany most w Mikołajkach w miejscu, gdzie dziś jest kładka dla pieszych. Połączył on Mikołajki z wsią Kozłowo. Most ten był na podporach drewnianych, jarzmowych. Leżał tak nisko nad wodą, że dla przepuszczania pod nim większych łodzi musiano podnosić klapę wbudowaną w jezdnię mostu. Od łodzi, przepływającej pod mostem pobierano myto. Aby ułatwić kontrolę, przerzucono przez jezioro bierwiono, przymocowane do filara. Lud mazurski miał złośliwie nazwać tę zaporę: „Stinthengst” (ogier stynkowy).

Po sekularyzacji Prus krzyżackich katolicka ludność Mikołajek zgodnie z obowiązującą wówczas zasadą: cuius regio eius religio (czyja władza tego religia) przymuszona została do przejścia na protestantyzm. W kwietniu 1526 roku z polecenia księcia Albrechta von Hohenzollern i biskupów protestanckich rozpoczęto wizytacje kościelne. Przeprowadzał je archiprezbiter z Kętrzyna, Michał Maurer. Zalecono mu, by „ wszystko zło i to wszystko co jest szkodliwe, z życia kościelnego usunąć, aby poddani byli wychowywani w nowym, czystym duchu i wierze”.  Maurer w latach 1529-1531 wizytował między innymi parafie w Szestnie, Miłkach, Orzyszu, Okartowie, Ełku, Mikołajkach i Rynie.

W 1539 roku w Mikołajkach mieszkali prawie sami Polacy (Mazurzy). Już zapewne wówczas istnienie przeważającej liczebnie społeczności polskiej (mazurskiej) w Mikołajkach spowodowało polonizację wcześniejszych, nielicznych mieszkańców pochodzenia pruskiego, a może nawet niemieckiego.

W 1555 roku wieś Mikołajki miała już 64 włóki, a sołtys i proboszcz po 4 włóki. Wówczas to na prośbę polskiego sołtysa w Mikołajkach -  Jerzego Sonne -  książę Albrecht von Hohenzollern odnowił przywilej sołecki dla Mikołajek. Nadawał w nim sołtysowi Jerzemu Sonne 5 włók sołeckich na prawie magdeburskim, a całej wsi 65, z których 20 było już przez sołtysa mikołajskiego osadzonych nowymi ludźmi. W 1565 roku książę Albrecht sprzedał synom sołtysa mikołajskiego, Miśkowi i Grzegorzowi, 5 włók boru pod Mikołajkami i nad Śniardwami za 140 grzywien.  

Dziewicza puszcza oraz  okoliczne jeziora dawały niewielkiej liczbie  mieszkańców możliwość  utrzymania się z rybołówstwa, myślistwa, hodowli i rolnictwa oraz  tkactwa. Mikołajscy  tkacze słynęli  na  pograniczu polskim z dobrych  tkanin wyrabianych z sierści krowiej i końskiej, która nadawała się na damskie spódnice. Rozwijało się ponadto browarnictwo i gorzelnictwo.

W czasie potopu szwedzkiego Mikołajki przeżyły najazd Tatarów, wówczas sojuszników Polski w wojnie ze Szwedami. Po roku 1709 nieurodzaju i głodu w 1710 roku wybuchła w Mikołajkach epidemia dżumy i trwała do roku następnego. Zmarło wówczas około 90 osób.

Znikoma liczba ocalałej ludności przeżyła kolejną klęskę – najpierw zarazę ryb w okolicznych jeziorach, w której wyniku padł prawie cały narybek (1712), a następnie zniszczenie zasiewów przez szarańczę (1713). W 1714 roku postawiono w Mikołajkach budynek szkolny. Początkowo w szkole uczył tylko jeden nauczyciel.

Prawa miejskie Mikołajki otrzymały z nadania króla pruskiego Fryderyka Wilhelma 9 grudnia 1726 roku. Miasto dzieliło się na trzy okręgi: Rynek, Koniec i Kozłowo. W kilka lat po nadaniu praw miejskich spłonęło całe miasto (1729). W okresie wojny siedmioletniej przebywali w Mikołajkach Rosjanie. 10 czerwca 1767 roku nawiedziła Mikołajki straszna burza z wichurą, która spowodowała wielkie szkody. W pierwszym okresie po rozbiorach Rzeczypospolitej, w wyniku przesunięcia granicy państwowej na południe, doszło nawet do ożywienia kontaktów handlowych z ludnością polską północnego Mazowsza. Ponadto powstanie kościuszkowskie obudziło wśród polskiej ludności Mikołajek żywsze nastroje narodowe. Podobne zjawisko dało się zauważyć podczas wojen napoleońskich, tym bardziej że przemarsze wojsk francuskich w 1812 roku nie były tak uciążliwe dla mieszkańców Mikołajek, jak na przykład dla ludności Mrągowa.

Zapewne Mazurzy mikołajscy, tak jak wszyscy Mazurzy, byli nietypowymi ewangelikami- - ewangelikami, którzy mimo zakazów pielęgnowali przez wieki pewne praktyki religijne charakterystyczne tylko dla wyznania rzymsko-katolickiego. Świadczy to o tym, że przymusu przejścia na protestantyzm nigdy nie zaakceptowali. Np. najuporczywiej Mazurzy trwali przy pielgrzymkach. Pielgrzymowali już w XV wieku do kaplicy grunwaldzkiej, poświęconej 12 marca 1413 roku (odbudowanej w 1416 roku po zniszczeniach w wojnie 1414 roku). Kaplica ta była pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny, która w ideowym kręgu tradycji krzyżackiej była opiekunką poległych za wiarę. Jeszcze w XVIII wieku odbywały się do ruin tej kapliczki liczne pielgrzymki, zwalczane przez duchowieństwo ewangelickie, a na odpust w drugi dzień Zielonych Świąt gromadziły się tu tysiące ludzi. W sąsiedztwie kapliczki znajdował się święty stawek, którego wodzie lud mazurski przypisywał lecznicze własności. W pracy F.S. Bocka wydanej w 1783 roku odnotowano: „W pobliżu ocalałych jeszcze szczątków muru niegdyś kaplicy grunwaldzkiej, na dość znacznej wysokości znajduje się sadzawka, wykopana jakoby ręką ludzką; od dawna już wodzie tej sadzawki przypisuje się moc szczególną, i mniemanie to do dotąd przetrwało u ludu, szczególnie wyznania rzymsko-katolickiego; opowiadają oni sobie o wielu cudownych uzdrowieniach, dokonanych za sprawą tej wody. Tłumy pospólstwa z Polski, a także i z Prus, przybywają tu w drugie święto Zielonych Świątek, żeby się obmyć i wykąpać w sadzawce; przy tym pozostawiają w wodzie różne części ubrania, jako to: koszule, czapki, czepce, chustki itp. Udają się tam niekiedy i osoby wyższego stanu, ale po nocy, wstydzą się bowiem przesądu swojego, i tam odbywają pielgrzymki i dopełniają ślubów”.  Jeszcze Max Toeppen w swojej pracy wydanej w 1867 roku pisał: „Pielgrzymki te trwają zupełnie tak samo aż do dnia dzisiejszego”. Mazurzy pielgrzymowali także do innych miejsc. Jak odnotowano także w XIX wieku: „Z dawien dawna już i po dzień dzisiejszy z Mazur licznie i regularnie odwiedzane były jako miejsca pielgrzymek: Święta Lipka w dzień Piotra i Pawła (29 czerwca), Złotowo pod Lubawą w dzień Przemienienia Pańskiego (6 sierpnia) i Białuty pod Działdowem w dzień świętego Jakuba (25 lipca); we wszystkich tych miejscowościach bywają odpusty i jarmarki. Duchowni katoliccy opowiadają o tym szczególne rzeczy. Jak licznie ciągnęła ludność protestancka do owych miejsc pielgrzymek, można wnioskować z faktu następującego: Pewnego razu superintendent ewangelicki naznaczył był wizytację kościoła w Mielnie i Stębarku na dzień 6 sierpnia; musiano jednak termin ten odłożyć na dzień następny, gdyż 6 sierpnia znaczna część dzieci szkolnych pospołu z rodzicami była na odpuście w Złotowie”. Wpływ niegdyś kościoła katolickiego zaznaczał się także szczególnie wyraźnie w zwyczaju, który się z dawnych czasów utrzymał u Mazurów. Nie uważali oni Wielkiego Piątku za prawdziwe święto. Szczególnie liczne dni poświęcone Maryi  i apostołom, dzień Bożego Ciała i nade wszystko dzień Przemienienia Pańskiego (6 sierpnia) na Mazurach obchodzone były jeszcze w XIX wieku razem z katolikami. Dzień objawienia się Chrystusa dla Mazura był zarazem dniem Przemienienia Pańskiego, a także odmianą w jego biedzie i cierpieniach; był to w jego mniemaniu dzień pomocy i poratowania, jakoż w dniu tym najhojniej spływały jego ofiary na kościoły ewangelicki i katolicki. Szczególnie ślubowali Mazurzy nie pracować w dni świętych apostołów i w dni takie, które świętują katolicy np. św. Jakuba, na Przemienienia Pańskiego, w dni Najświętszej Panny itd.. Także obchodzone na Mazurach karnawały przypominały panowanie tu niegdyś kościoła katolickiego: tu wszelkiego rodzaju maskarady, błazeństwa i wybryki, a nawet tu i ówdzie wybuchy dzikich bachanalii przed nastaniem postu; kościół ewangelicki wiele wysiłku wkładał w zwalczaniu tych zwyczajów. Przy tym w ogóle Mazurzy słynęli ze swego religijnego usposobienia. Pilnie uczęszczali do kościołów. Gorliwie brali udział we wszystkich praktykach kościelnych. Starannie obserwowali ceremonie kościelne. Wszędzie widziane były zapełnione świątynie, w nich zaś zapał, pobożność, wrażliwość na słowa nauki, czego nie spotykano w gminach niemieckich. Przy tym zauważało się zamiłowanie do śpiewu. Tak samo przy każdym polskim nabożeństwie można było spostrzec niezwykle częste pochylanie głowy, przyklękanie, żegnanie się i bicie w piersi. Przed jedzeniem żegnali podawane potrawy. Woźnice robili znak krzyża biczyskiem przed końmi, gdy te się narowią, ażeby nie złamały koła. Niektórzy Mazurzy modląc się obok „Wierzę w Boga” odmawiali „Zdrowaś Maria”, dodając: „Jezus nie może być bez Maryi”.

W latach dwudziestych i trzydziestych XIX wieku Mikołajki przeżywały dotkliwe klęski żywiołowe i epidemie. Przeplatały się one z okresami prosperity gospodarczej. Szczególnie groźne były pożary. W 1821 roku spłonęły w mieście wszystkie budynki gospodarcze przy rynku oraz połowa wieży kościoła. W roku następnym pożar pochłonął zabudowania przy dawnej ul. Kościelnej; pozostały jedynie trzy domy. W 1833 roku ogień wyrządził duże szkody na przedmieściu Koniec, gdzie spłonęła cała zabudowa miejska. W 1835 roku wybuchł znów wielki pożar. Po nim rozebrano drewniane jatki mięsne i chlebowe stojące przy rynku.

W latach 1831-1832 przywleczona została do Prus Wschodnich przez wojska rosyjskie walczące z polskimi powstańcami cholera azjatycka. Ofiarą cholery padło wówczas 44 mieszkańców Mikołajek. Epidemia ta powtarzała się także i w późniejszych latach. Najwięcej ofiar wśród mieszkańców miasta zebrała epidemia cholery w 1848 roku, w latach strasznego głodu. Zmarło wówczas 81 osób.

W roku 1832 w Mikołajkach odbył się ogólny spis. Miasto posiadało wówczas 65 włók chełmińskich, z czego 5 włók należało do skarbu państwa jako nowizny leśne, a 5 włók do kościoła. W Mikołajkach było 178 domów, w których mieszkało 1948 osób, łącznie ze szwadronem huzarów stacjonującym tu od 1782 roku. Mieszkańcy miasta trudnili się – jak dawniej – browarnictwem, rybołówstwem, tkactwem, rolnictwem i hodowlą. W 1834 roku przybył do Mikołajek pierwszy parowiec.

Nieurodzaje 1835 i 1838 roku zmuszały najbiedniejszą ludność Mikołajek do wypieku chleba z żołędzi. Najgorszy chyba głód zapanował w 1844 roku. Do połowy czerwca była susza. Przez cały lipiec natomiast padał deszcz. Pola i łąki zostały całkowicie zalane, rzeki wystąpiły z brzegów, woda zrywała mosty i niszczyła drogi. Powódź spowodowała zrujnowanie domostw, wygnicie siana i zakwaszenie traw. Bydło i owce ginęły masowo. W Mikołajkach zmarło z głodu 17 osób. W latach 1846-1847 nieurodzaje, drożyzna i głód, a zaraz potem epidemie cholery spowodowały znaczny spadek liczby ludności miasta.

W drugiej połowie XIX wieku charakter  miasteczka pozostał taki jak niegdyś. Niektórzy mieszkańcy Mikołajek wspierali powstańców styczniowych. Niejaki Klimek z Mikołajek współpracował z mieszkańcami Pisza: właścicielem sklepu Prokopem i karczmarzem Janem Schnelle w organizowaniu przemytu broni dla powstańców.

W dalszym ciągu ludność Mikołajek utrzymywała się z rybołówstwa, rolnictwa, hodowli i rzemiosła. Zaludnienie powoli wzrastało. W 1864 roku Mikołajki  liczyły 2276 mieszkańców, z których 2204 było ewangelikami, 30 katolikami, a 42 wyznania mojżeszowego. Po pokonaniu trudności technicznych przy budowie mostu nad jeziorem w 1911 roku przeprowadzono linię kolejową na trasie z Mrągowa do Orzysza przez Mikołajki. Następnie wybudowano drugi most do komunikacji drogowej.

Za Wilhelma II, króla Prus i cesarza Niemiec (1888-1918), burmistrz Mikołajek polecił rybakom, którzy się gromadnie zebrali, aby zabrali wystruganą z drewna i pomalowaną rybę i zawiesili na łańcuchu pod mostem. Gdy rybacy mikołajscy wykonywali nakaz burmistrza, grała orkiestra i zbiegło się dużo ludzi. Przez całe lato kołysał się Stinthengst (stynkowy ogier), tak zwano bowiem tę wystruganą rybę. Jesienią zabrano stynkowego ogiera na przechowanie do ratusza. W następnych latach powtarzała się już ta uroczystość między św. Janem a św. Piotrem i Pawłem. Wedle podania uwięziony u mostu ogier stynkowy jak na pięknego samca rybiego przystało miał wabić ku sobie chmary stynek. Stąd miała być obfitość tych ryb w jeziorze. Nawet mówiło się, że bez tej chmary stynek nie byłoby Mikołajek.

Rozwój ruchu turystycznego spowodował, że Mikołajki zaczęto nazywać mazurską Wenecją.

Na początku I wojny światowej, w sierpniu 1914 roku, Niemcy, uciekając przed Rosjanami, wysadzili mosty w Mikołajkach. Listopadowy atak Rosjan w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich w 1914 roku spowodował bezpośrednie zagrożenie miasta. Dookoła Mikołajek stały niemieckie baterie artylerii, a w odległości 4 km od miasta znajdowały się wojska rosyjskie, które na próżno próbowały zdobyć twierdzę w Kozłowie. Część ludności Mikołajek ewakuowano. W grudniu 1914 roku Rosjanie musieli odstąpić od miasta i już do końca pierwszej wojny światowej nie zagrozili Mikołajkom.

Po zakończeniu wojny patronat nad zniszczonym miastem objęło Arnswalde, które dało Mikołajkom 90 000 marek. Wtedy rozbudowano sieć wodociągową, kanalizacyjną, wybudowano młyn, a w porcie żeglugi młyn tartaczny. Założono  w mieście fabrykę kamienia piaskowego. Miasto zyskało  na wyglądzie i stało się  atrakcyjną miejscowością turystyczną.

W 1926 roku powstała w Mikołajkach szkoła zawodowa, a w sześć lat później oddano do użytku dom nauczyciela i  piękny budynek szkolny z 13 izbami lekcyjnymi oraz aulą na 400 miejsc. W nowym budynku szkolnym mieściły się zarówno szkoła powszechna, jak też szkoła średnia.

W celu zapewnienia miastu i turystom różnych  atrakcji wykorzystywano legendy ludowe. Uroczystości ku czci  „ ogiera stynkowego” urządzali Niemcy w początkach lata, kiedy dni były najdłuższe, od 24 czerwca poczynając , nawet w lipcu. W lipcu 1935 roku National Sozialistische Volkswohlfahrt (N.S.V.) urządziło „ Święto marenki”, czyli sielawy. Od owego czasu co rok urządzano taką „rybacką” uroczystość, na którą tłumnie zjeżdżały wycieczki młodzieży hitlerowskiej oraz różne organizacje. Na krótko  przed  wybuchem drugiej  wojny światowej w 1939 roku Mikołajki  liczyły 2 637 stałych  mieszkańców. Rozwój miasta jako centrum ruchu turystycznego na Mazurach przerwała  wojna. Wyzwolenie Mikołajek nastąpiło 27 stycznia 1945 roku przez Armię Czerwoną.

Po  wojnie duże  grupy  Mazurów zamieszkujących tereny Mikołajek i okolic zaczęły wyjeżdżać do  Niemiec, zostawiając gospodarstwa, budynki, cały dobytek. Pozostała tylko nieliczna grupa Mazurów, którzy zachowując religię protestancką, kulturę gromadziła się przy kościele ewangelickim. Na te tereny zaczęli przyjeżdżać nowi mieszkańcy z różnych terenów Polski, Białorusi, Litwy. Przywozili ze sobą swoją religię katolicką, kulturę oraz niepewność. W związku z tym życie religijne zaczęło się najpierw organizować na plebanii, a później w małym kościółku na ul. Kajki. Wraz z kolejnym przypływem uchodźców, którzy przyjechali ze swoim księdzem Latochą, zaczęło się normalne duszpasterstwo katolickie. Kaplica została wysprzątana ( Rosjanie urządzili sobie w czasie wojny w kaplicy stajnię dla koni) i rozpoczęto tam sprawowanie mszy świętej. Późniejszym proboszczem tej parafii był ks. Łapiński, następnym ks. Bielawski. Parafia obejmowała swoim duszpasterstwem potężny obszar wraz z zamieszkującą tam ludnością. W  związku z problemem dotarcia do wiernych Kuria Biskupia Diecezji Warmińskiej zaczęła wydzielać z tej parafii nowe parafie. Objęły one swoim zasięgiem Baranowo, Kosewo, Użranki, Uktę, Woźnice. Dnia 1 lipca 1990 roku ksiądz Biskup Warmiński Edmund Piszcz utworzył nową parafię w Mikołajkach pod wezwaniem św. Mikołaja, z zaznaczeniem konieczności  budowy  nowego  kościoła. Dzieło to rozpoczął ks. Jarema Sykulski, tworząc  struktury administracyjno – duszpasterskie nowej parafii. Sprawa nie była łatwa ze względu na zdziwienie i niechęć mieszkańców Mikołajek do budowy nowego  kościoła. Osobista kultura, optymizm oraz zapał księdza Jaremy  przełamał szybko wszelkie lody niechęci. Szybko stworzono tymczasową kaplicę drewnianą, zaadaptowano budynek po garażach Urzędu Wojewódzkiego na kaplicę w Tałtach pod wezwaniem Matki Bożej Miłosierdzia. Tworzona atmosfera dawała wielkie szanse na budowę nowego kościoła w Mikołajkach. Następcą księdza Jaremy, który został skierowany do pracy w Kurii Biskupiej Diecezji Ełckiej został ks. Stanisław Czaplicki. Kontynuował on pracę duszpasterską, natomiast sprawa budowy kościoła stanęła mimo starań księdza w martwym punkcie. W marcu 1996 roku został mianowany nowym proboszczem ks. Andrzej Bryg. Dnia 13 maja 1998 roku rozpoczęto po wielu staraniach budowę nowej świątyni. Wielu na nowo  uwierzyło w możliwość wybudowania tej świątyni. Duże grono parafian poprzez swoją pracę społeczną włączyło się w dzieło budowy nowej świątyni. Cały czas prowadzone jest  systematyczne duszpasterstwo pozwalające łączyć wiernych  ze  swoją parafią. Istnieją grupy formacyjne dla dzieci: Dziewczęca Służba Maryi, Ministranci; młodzieży: Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży; dorosłych: Rodzina Radio Maryja, Parafialny Klub Rekreacyjno-Sportowy, Wspólnoty Różańcowe. W związku z wieloma problemami oraz powiększającym się duszpasterstwem do  pomocy księdzu proboszczowi w 2000 roku został  skierowany ksiądz neoprezbiter Dariusz Zalewski.

W tej chwili wysiłkiem wiernych oraz ludzi dobrej woli wybudowany już jest kościół wraz z częścią plebanijną. Trwają prace przy wieży kościoła. Od ponad roku w nowym kościele odprawiane są już msze św. i nabożeństwa. Inwestycja ta, mimo wielu trudności, wznoszona jest na chwałę Bożą jako dziękczynienie za uratowanie naszego rodaka papieża od kuli zamachowca.